Bóg jest cool!

Bóg jest cool!

Wierzyć w Boga i wartości chrześcijańskie w tych czasach, mając dwadzieścia kilka lat, jest nieco... dziwne. Powiedziałabym więcej, dziwaczne. Klepanie paciorków i klękanie przed "czarnymi" jest zaściankowe, niemodne, żałosne i w ogóle mało fajne. Przecież młody, wesoły, energiczny student nie traci swojego cennego czasu w kościele na jakichś tam "rytuałach". To było dobre dwadześci, trzydzieści lat temu, ale nie teraz. Teraz młody, wesoły, energiczny student traci swój cenny czas na facebooku, sprawdzając, czy znajoma dodała nowe "słit fotki". Hmm, na studencką miarę muszę być chyba bardzo zaściankowa, skoro często, nawet kilka razy w tygodniu, "tracę" swój czas w kościele. Czy noszę moherowy beret? Nie. Czy biję paradolem przechodniów? Nie zdarzyło mi się. Czy słucham Radia Maryja? Owszem.



To jak to jest z tymi studentami? Chodzą do kościoła czy nie? Chodzą, ale się wstydzą. A raczej wstydzą się przyznać, że chodzą. Bo to niemodne, bo babcie tak nauczyły w domu, bo kiedyś jak się było małym chłopcem służyło się u mszy, a teraz to „siara”, bo co koledzy powiedzą. To może trzeba by zmienić kolegów, na takich, którzy nic nie powiedzą? Na takich, którzy wręcz pochwalą?

Jestem nowo nawróconą osobą, taką, która do tej pory prowadziła bardzo odbiegające od świętości życie i mój własny przykład może poświadczyć, że nawet taka osoba jak ja może się nawrócić. Za każdym razem, gdy idę do kościoła, odczuwam wewnętrzną potrzebę misji bycia wzorem dla innych. Pamiętam, aby iść wyprostowana, z wysoko podniesioną głową i nie wstydzić się tego, że zamiast do galerii handlowych, zmierzam do najbliższego kościoła. Chcę udowodnić wszystkim tym, którzy utożsamiają słuchaczy Radia Maryja ze starszymi babciami, że właśnie ja, właśnie ktoś taki jak ja, młoda studentka, może wierzyć w Boga.

Co takiego daje mi „ten cały kościół”, że tak gorliwie do niego chodzę? To nieprawda, że msza jest tylko głupim rytuałem: odklepać, poklęczeć i pójść. Wiara w Boga i pogłębianie tej wiary poprzez modlitwę codzienną i modlitwę na mszy świętej sprawia, że czuję się bardziej sobą. Wracam do korzeni. Zdejmuję maskę, którą nałożyły na mnie lata studiów. Maskę „osoby sukcesu”, która nie może się doczekać, aby popędzić w wyścigu szczurów. Już teraz wiem, że to nie dla mnie. Dziękuję, postoję.

To może banalne, ale wiara w Boga, ta prawdziwa wiara w Jezusa Chrystusa, a nie w „coś tam w niebie”, dodaje mi pewności siebie. To ta wiara sprawia, że z uśmiechem witam każdy dzień, że nie poddaję się pomimo trudności i z pokorą przyjmuję to, co mi Bóg przynosi. I wbrew pozorom ten Bóg wcale nie jest zaściankowy, nieśmiało wychylający się z pożółkłych kart Biblii, przeznaczony tylko dla moherowych fanatyków nieznających umiaru w odmawianiu Zdrowasiek. Ten Bóg jest żywy, jest tuż obok i mówi do mnie w językach zwykłych ludzi. Ten Bóg jest tu, a nie „gdzieś”, tego Boga czuję przy sobie w każdej chwili, widzę go w każdym człowieku, w każdym promieniu słońca, w każdym powiewie wiatru, w każdym szumie liści. I wiecie, co, ten Bóg to jest dopiero cool!

 

 

źródło. bosko.pl