ECHA JERYCHA

Niniejsza strona przeznaczona jest dla wszystkich, którzy chcieliby podzielić się świadectwem, wrażeniami, wspomnieniami na wesoło i na poważnie z przeżytych chwil na "Jerychu" w Kostomłotach. Wdzięczni bedziemy również za ciekawe fotografie, które z przyjemnością dodamy do galerii: info@jerychomlodych.pl Czekamy na e-maile :)



     PRATULIN 2011


- Gdy Ks. Biskup wyszedł do uczestników JERYCHA, podeszłam z radością przywitać się. Przy uścisku dłoni usłyszałam żartobliwe słowa Ks. Biskupa, że i starsza młodzież zawitała do Pratulina. Tak! :))) To prawda! :)))
Przyjechałam tam ze swoją młodszą córką, która należy do KSM przy parafii w Stoczku Łukowskim. Był też Ksiądz Opiekun KSM Stoczkowskiego. Młodzież przygotowywała inscenizacje na JERYCHO MŁODYCH. Czułam się z nimi przewspaniale! Mam nadzieję, że trochę im pomogłam - a próbowałam w czym się tylko dało. Młodzi ludzie potrafili się bardzo dobrze zorganizować, wypełniać zadania doskonale, a przy tym uzupełniać się w pracy - tam każdy był potrzebny i wręcz niezastąpiony! Cudowne działanie w grupie, a przy tym moc zabawy! I to było tak wspaniałe i budujące! A potem już tylko dreszczyk - Czy uda się?! Czy nic nie zawiedzie?! Byliście wspaniali przez te wspólnie przeżyte dni! I tylu znajomych wokół: księża, koledzy, koleżanki, znajomi z rodzinnych stron, z sąsiednich i bliskich parafii - WIELKA WSPÓLNOTA CHWALĄCA PANA w miejscu, gdzie przed laty za wiarę oddali życie, broniąc krzyża i kościoła, MĘCZENNICY PRATULIŃSCY… Obyśmy ciągle nie ustawali w walce ze naszymi “goliatami” na chwałę Boga!
W niedzielę w wywiadzie dla KRP Jego Ekscelencja Nuncjusz Apostolski, Arcybiskup Celestino Migliore powiedział, że w oczach młodzieży Diecezji Siedleckiej są NADZIEJA i WIARA. I tak myślę, że jeśli są w oczach, to i w ich duszach, bo “oczy to zwierciadło duszy” i … OBY ONE TAM CIĄGLE POZOSTAŁY i dawały DOBRO LUDZIOM NA CHWAŁĘ BOGA! Dziękuję z całego serca Tej Młodzieży, Organizatorom JERYCHA i Bogu, że mnie też tam posłał! Pozdrawiam WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW!

Małgorzata Woźniak
parafianka ze Stoczka Łukowskiego – niekoniecznie już z tych całkiem młodych ;)))

- "Co do wrażeń. Młodzież z mojego środowiska po podjęciu postanowień o abstynencji jestem dumna, gdy widzę,że się wywiązują przez co dają przykład. Chłopcy noszą krzyż Armii Jerycha i cieszą się z tego. To bardzo budujące." Paulina

- "Jerycho bardzo mi się podobało i pragnę przeżyć to jeszcze raz. To było dla mnie nowe przeżycie, ale dzięki temu bardzo się zmieniłam...

Deklaracje podpisałam z tego względu, że mój tata jest alkoholikiem i słyszałam, że modlitwa do Ducha Świętego pomoże mu z tego wyjść. Codziennie wieczorem modlę się litanią do Ducha Świętego z nadzieją, że tata przestanie pić."   Ania :)

"Jakie było tegoroczne Jerycho Młodych?

Było to dla mnie wydarzenie bardzo ważne.Byłam z Wami od pierwszego spotkania w Kostomłotach i to właśnie na Jerychu zaczęłam swoją przygodę z Bogiem, wiarą itp.Wcześniej miałam z tym ogromny problem.Jerycho 2010 to również była dla mnie decyzja o udziale w Pielgrzymce, dlatego to Jerycho Młodych jest tak bliskie memu sercu.W tym roku było również niesamowicie.Najbardziej zapamiętam swoją spowiedź-było to dla mnie na tyle niesamowite bo wiedziałam że nigdzie nie muszę się śpieszyć( nikt nie stoi mi za plecami) i że mogę wszystko wyjaśnić opowiedzieć.

Bardzo wzruszyły mnie również wszystkie świadectwa, a tak w szczególności to chłopaków z zakładu karnego.Zwykle ludzie po takich przeżyciach, doświadczeniach wg przestają wierzyć w Boga a oni udowodnili że nigdy nie jest za późno na pojednanie się z Nim...
Żałuje tylko tego że niestety nie mogłam być z Wami przez cały ten weekend, mam nadzieje że za rok to się da nadrobić:)
Podobał mi się bardzo również pomysł z pracą w grupach.Jest to czas być może i trudny bo trzeba się otworzyć przed kompletnie nieznanymi nam ludźmi, ale równocześnie przełamanie lodów uświadamia mi jacy wartościowi ludzie są jeszcze na tym świecie;) "
Ewelina

"Kiedy kończyło się ubiegłoroczne Jerycho Młodych w Kostomłotach pomyślałam, że przed następnym Jerychem mamy twardy orzech do zgryzienia, albowiem poprzeczka została powieszona wysoko. W Kostomłotach było genialnie. Na zawsze zapamiętam z tamtego spotkania świadectwa, które chyba na każdym, bez wyjątku zrobiły ogromne wrażenie również moment modlitwy do Ducha Świętego wygłaszanej przez ks biskupa w akompaniamencie wiatru, który pojawił się z nikąd był niesamowity. Ale te wspomnienia mimo, iż ciągle przyprawiają mnie o szybsze bicie serca znacząco różnią się od tegorocznych jerychońskich wrażeń.
Czemu? Hmm.. wyjdę od tego, że inną miarą mierze oba spotkania. Dla mnie miały one zupełnie inny wymiar. Choć tego nie przewidziałam, tegoroczne Jerycho było dla mnie osobistym przeżyciem i doświadczeniem mocnej obecności Boga w moim sercu, życiu.
Nie zaplanowałam tego, że z wyjadę z niego odmieniona wewnętrznie, że osobiście odkryje genialność Boga, Boga który ze swoją miłością mi się nigdy nie narzucał, on po prostu był i czekał aż ją w pełni przyjmę. I dzięki Jerychu, a dokładnie piątkowemu nabożeństwu pokutnemu, potem N.C.M i ostatecznie cudownej spowiedzi, jak dotąd najlepszej w moim życiu, poczułam pełną miłość Boga. To, że On kocha mnie taką jaka jestem, że mimo iż czołgam się niekiedy w bagnie grzechów i upadam, popełniłam szereg błędów, to zawsze jeśli tego zapragnę mogę wrócić do Boga. On mnie nieustannie kocha i czeka na mnie. A to, że popełniam błędy i błądzę, to że mnie doświadcza świadczy o Jego nieobliczalnej miłości i oddaniu dla człowieka, dla mnie. Bóg jest genialny.
To co pisze nie jest mega odkrywcze, ba! Jest wręcz może banalne. Ale moje. Wszystko też co napisałam wcześniej było mi znane, ale co innego jest o czymś wiedzieć, a co innego jest TEGO doświadczyć. Pokój serca i uczucie miłości Stwórcy jakie poczułam wtedy w piątek jest niewysłowione. 
Ale moja spowiedź nie byłaby tak cudowna bez solidnego rachunku sumienia…. A na to, że był solidny wpływ miało min. piątkowe przedstawienie KSMu ze Stoczka Łukowskiego. Nie wyrażony słowem geniusz! Chapeau bas! Mocno i celnie dotarli nie tylko w moje sumienie ale myślę, że i w zgromadzonych tam młodych ludzi.
Po takiej duchowej piątkowej zaprawie nastała jerychońska sobota i wrażenia o wzmocnionej sile rażenia. W ogóle sobota odbyła się pod znakiem dosłownie pojmowanych Siłaczy Boga.. ;) Ujawniła ich – o zgrozo- mocna ulewa w trakcie godziny świadectw. To siła i odwaga od Boga dały im moc krzyczeć przez strugi deszczu – Oficjalni chuligani Jezusa, szaleć, tańczyć i śpiewać na chwałę Pana. Było niesamowicie, do końca życia nie zapomnę tych przeszczęśliwych twarzy!
Sobotnia dawka wzruszeń to nie tylko ulewa a wraz z nią przeciekająca scena, to również przejmujące, mocne świadectwa tudzież następne cudowne przedstawienie KSMu ze Stoczka. Ich interpretacja sceny z Goliatem, nie ma równych sobie. Oficjalnie więc, po raz kolejny chcę Wam podziękować – stoczkowscy gwiazdorzy :D Pawłowi w szczególności.
Na koniec chcę dać wyraz szczególności tego Jerycha w moim życiu pisząc, że dzięki niemu, po raz pierwszy podzieliłam się na forum (o ile dacie to na stronę) swoim świadectwem wiary, bo ta w Partulinie została wzmocniona i nabrała innego wymiaru.
Toteż pokłony dla wszystkich i każdego z osobna dzięki, którym to Jerycho się odbyło. Pracować dla Jerycha Młodych to zaszczyt!"

Z ukłonem dla Armii
Kaś

Świadectwo Kuby odbywającego wyrok w Zakładzie Karnym we Włocławku, który był gościem "Jerycha w Pratulinie":
 
"Diecezja siedlecka od dwóch lat organizuje spotkania młodzieży pod nazwą Jerycho młodych. W tym roku zjazd ten odbył się w Pratulinie od 17 do 19 czerwca 2011 roku. Hasło i temat do rozważania tegorocznego spotkania to „Siłacze Boga”, walka z Goliatem, która ma na celu burzenie wszelkiego rodzajów murów jakie dzielą człowieka z Bogiem. Nie pisał bym o tym bez powodu, a mianowicie miałem okazje uczestniczyć jako gość w Jerychu. Z Włocławka wyruszyła silna ekipa 2 skazanych, Małgosia Waszkiewicz z mężem Darkiem, Bartek, o. Damian Kosecki. Gosia mimo niepełnosprawności (urodziła się z porażeniem mózgowym) maluje przepiękne obrazy i może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie robiła tego stopami. Bartek w sierpniu 2010 roku uległ wypadkowi samochodowemu, lekarze dawali mu 1% szans na przeżycie, a mimo tego przeżył. Kiedy leżał nieprzytomny jago matka i ludzie z całej Polski modlili się o wstawiennictwo Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki i wszyscy mamy przekonanie, że to właśnie te modlitwy przyczyniły się do wyzdrowienia Bartka. Dwoje tych ludzi pojechało dać świadectwa swojego życia, o. Damian miał przybliżyć swoją posługę. A my skazani... No właśnie jaka była nasza rola, świadectwo to przecież jakieś niesamowite przeżycie coś niezwykłego, a my, my przyczyniliśmy się do śmierci innych, ale o tym później.
Z Włocławka wyruszyliśmy 17 czerwca około 11.00 i po przejechaniu 400 kilometrów około 21.00 zameldowaliśmy się w Kostomłotach, gdzie zostaliśmy przywitani przez organizatora ks. Wojciecha Hackiewicza i ks. Zbigniewa Nikoniuka proboszcza jedynej w Polsce i prawdopodobnie na świecie parafii Unickiej św. Nikity Męczennika. Po powitaniu obejrzeliśmy Kostomłocką cerkiew i zapoznaliśmy się z jej historią, a następnie udaliśmy się do domku na odpoczynek po dość męczącej podróży. Mimo zmęczenia nie pospałem za długo. Godzina 3.30 to moment gdy zerwałem się z łóżka. Ma bezsenność wynikała z ogromnego zadowolenia i niecierpliwości, gdyż wiedziałem iż tego dnia spotkam się z siostrą Amabilis, którą poznałem na Europejskim Spotkaniu Młodych w Poznaniu. A zważywszy na fakt, iż siostra jest chodzącym, niewyczerpalnym źródełkiem dobrej energii ma niecierpliwość była słuszna i zrozumiała. Po wypiciu kawy pokrążyłem po terenie sanktuarium, a nawet posprzątałem i umyłem nasze auto. Około 6.30 postanowiłem obudzić towarzystwo czeskim budzikiem (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Po porannej toalecie i wspólnym posiłku ruszyliśmy do Pratulina na miejsce spotkania. Tam zostaliśmy powitani i ugoszczeni niczym królowie, a to wszystko za sprawą Joanny. Asia młoda wolontariuszka z Siedlec wykazała się wobec nas wielką opiekuńczością. Już od pierwszego spojrzenia można w niej było odnaleźć bijący blask dobroci i dziękując jej za wszystko ja i moi współtowarzysze pozdrawiamy Cię serdecznie. Ja osobiście mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze cię spotkać i przekazać te słowa prosto w oczy. Po chwili obecności me serce jeszcze bardziej zostało rozpromienione, iż ujrzałem s. Amabilis. Wszyscy razem udaliśmy się na plac, gdzie zaraz miała odbyć się Eucharystia, tam na wejście ujrzałem wielką armię, armię Boga składającą się z ponad tysiąca młodych ludzi. Jeszcze przed samą Mszą natknęliśmy się na Kasie, jedną z organizatorów, która zapoznała nas z planem naszego wystąpienia. I właśnie tam zaczął się stres, ponieważ dowiedziałem się, że w godzinie świadectw - bo tak nazwano nasze przemówienia - uczestniczyć będą abp Celestino Migliore – Nuncjusz Apostolski w Polsce i bp Zbigniew Kiernikowski. Po Eucharystii ogłoszono plener malarski, którego główną bohaterka była nasza Gosia, która mimo ograniczonego czasu (około 1 godzina) zdążyła namalować obrazek z przepięknym plenerem zachodzącego słońca. W tym samym czasie s. Amabilis i nasz o. Damian przybliżyli młodym ludziom na czym polega ich posługa. Następnie wspólny obiad i tu ponowne pokłony należą się Asi, która starała się jak mogła by spełnić nasze niewybredne wymagania.
Czas biegł nieubłaganie i stres coraz większy. Przyszedł czas na Bartka, który opowiedział o swym wypadku i o życiu które zawdzięcza Bł. Ks. Jerzemu Popiełuszce i ludziom, którzy te łaskę upraszali. Następnie swym życiem podzieliła się mistrzyni świata w karate niepozorna s. Gabriela Cieślik, która zamieniła kimono na habit. W między czasie trenowany był taniec Dawida, który został odtańczony do hymnu spotkania podczas wejścia procesji z „Arką Słowa Bożego”, która jednocześnie wprowadziła abp Celestino Migliore i bp Zbigniewa Kiernikowskiego. Po inscenizacji ukazującej walkę Dawida z Goliatem przyszedł czas na godzinę świadectw, którą rozpoczęła Gosia. Podczas jej świadectwa łzy leciały mi jak groch, a jej historia na zawsze pozostanie w mym sercu na zawsze zresztą nie tylko historia ale i ona, ponieważ te kilkudniowe spotkanie z Gosią nauczyło mnie kilku nowych lekcji z życia. W międzyczasie zaczął padać deszcz, z którego tuż po moim i Maćka wejściu na scenę zrobiła się ulewa z piorunami, może to znak pomyślałem. Po zapowiedzeniu przez prowadzącego stanęliśmy przed tymi którzy nie wystraszyli się deszczu. W pierwszych słowach przedstawiając nas powiedziałem ,iż nie zawsze Goliat przegrywa i przyjechaliśmy po to by ich przestrzec jak w jednej chwili można zejść na złą drogę. Po wystąpieniu Maćka przyszedł czas na mnie. Było ciężko, bo niełatwo wyznać, że jest się zabójcą przed takim gronem. Jednak wiem, iż ma to sens i nawet tacy jak ja potrzebni są by pokierować młodymi ludźmi. Mówiąc swą historie wpatrywałem się w s. Amabilis, która stojąc pod żółtym parasolem dawała mi odwagę. Opowiedziałem jak Goliat wykorzystując mą głupotę zwyciężył i ilu ludzi przez to skrzywdziłem oraz jak ciężko było powrócić do relacji z Bogiem. Po wystąpieniu wtuliłem się w ramiona abp Celestino Migliore, który wypowiedział słowa „synu jestem z ciebie dumny”. Po świadectwach dostojnicy kościoła przemówili do młodzieży, która mimo ulewy wytrwała do końca. Następnie symbolicznie został zniszczony Goliat zbudowany z butelek, puszek i paczek papierosów. Wieczorem można było dać upust swym emocją na koncercie ku chwale Pana, gdzie tańcząc, skacząc i śpiewając bawiło się całe towarzystwo. W ostatni dzień 19 czerwca z rana odwiedziliśmy pobliskie cerkwie i napawaliśmy się pięknem podlaskiej natury. Ostatnim etapem spotkania była Eucharystia pod przewodnictwem abp. Celestino Migliore. W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze Górę Garbarkę zwana Częstochową prawosławnych, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a w szczególności tysiące krzyży z intencjami, które przynoszą wierni podczas pielgrzymek. Na zakończenie odwieźliśmy do Siedlec s. Amabilis gdzie wspólnie zjedliśmy kolację i pożegnaliśmy się wracając do Włocławka na „druga stronę tęczy”.
Po spotkaniu, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie mogę powiedzieć, że wiele się nauczyłem po wysłuchaniu doświadczeń innych. Jestem niezwykle szczęśliwy i Bogu niech będą dzięki, iż mogłem poprzez jedność, modlitwę i naukę pogłębić się w swojej wierzę. Chcę podziękować wszystkim dzięki którym, mogłem tam być i tym którzy mi towarzyszyli. Nie mogę pominąć tu o. Damiana który od samego początku szlifuje moje pojednanie z Bogiem i to jemu zawdzięczam to, iż mam teraz w sercu Pana który towarzyszy mi z każdym nowym dniem i któremu powierzyłem prowadzenie mnie przez dalsze życie. Siostro Amabilis to podczas spotkania w Poznaniu adorując krzyż otworzyłem swe serce, a siostra towarzyszyła mi tam i również teraz była ze mną za co serdecznie dziękuję i proszę o modlitwę. Jeszcze raz dziękuję Asi, dzięki której zrozumiałem Siedlecki bilbord z napisem „Miasto przyjaźni”. A na zakończenie dziękuje siostrze Wawrzynie i jej rodzinie, a za co to nasza tajemnica.

Jakub Ściobłowski

Ps. Chciałby prosić o rozważenie myśli naszego Papieża Jana Pawła II skierowanej do więźniów z Płocka „ Jesteście skazani ale nie potępieni”. Mam na celu zmianę stereotypu kreowanego przez media, bo wiem iż w Zakładach Karnych jest wielu ludzi którym warto podać pomocną dłoń, a jeden życiowy błąd nie może oznaczać dla nas koniec naszego życia."





    KOSTOMŁOTY - Jerycho Młodych 2010

"O Jerychu Młodych dowiedziałem się z plakatu wywieszonego w gablocie przy kościele, oraz od księdza wikariusza. Sam plakat był bardzo zachęcający, a dodatkowe informacje od księdza sprawiły, że bez większego namysłu zapisałem się na to. Niski koszt, spanie pod namiotem, koncerty, świadectwa - to brzmiało bardzo zachęcająco. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego, spakowany wyruszyłem z moimi przyjaciółmi na Jerycho do Kostomłotów. Podróż była spokojna i przebiegała bez sensacji. Zanim wysiedliśmy z autobusu, już wpadł do nas ksiądz, który udzielił nam podstawowych informacji. Zostały także rozdane "Niezbędniki Jerychońskie" (książeczka zawierająca hymn, mapki i podstawowe informacje) oraz identyfikatory - miały podobny motyw do tego z plakatów. W pierwszej kolejności, ja wraz z moimi trzema kolegami rozbiliśmy namiot w miejscu specjalnie wyznaczonym. Były tam dwa pola - jedno dla chłopców drugie dla dziewczyn. W rozbijaniu namiotów pomagali nam harcerze (wyznaczali miejsca, aby jak najwięcej namiotów się zmieściło). Gdy już rozbiliśmy namiot postanowiliśmy coś zjeść - może i to zajęcie było mało ekscytujące, jednak było smacznie. Z dobrym humorem i pełnymi (i szczęśliwymi!) brzuchami poszliśmy zwiedzać wszystkie miejsca które były zaznaczone na mapce. Oczywiście gdyby nie "Niezbędnik..." pewnie bym się gdzieś zgubił. No cóż, natura ma taka. W końcu zawędrowaliśmy przed główną scenę. Nikogo nie było. W sumie przyszliśmy tam bardzo wcześnie. Siedliśmy na pobliskich ławkach. Po pewnym czasie, zobaczyliśmy ludzi, którzy zaczęli ustawiać sprzęt nagłaśniający. Następnie przyjechał zespół "Porozumienie" który także zaczął rozstawiać swój sprzęt. Ludzie zaczęli się powoli zbierać. Wieczorem zaczęła się prawdziwa uczta dla uszu! "Porozumienie" grało rewelacyjnie. Ludzie bawili się świetnie. Podczas wykonywania któregoś z numerów, paru chłopców przed samą sceną zaczęło tańczyć "pogo". Ja przez pewien czas stałem drętwo, jednak już po chwili odezwała się we mnie moja rockowa dusza i włączyłem się w ten ekstremalny taniec. Jednak jedna rzecz nie została do końca przemyślana - ja ubrany w pomarańczowe spodenki, żółtą bluzkę polo i sandały (spokojnie, nie założyłem do nich skarpet) wbiłem się wśród ludzi w ciężkich butach (przeważnie glanach) i ubranych w ciemne ciuchy. Wyglądało to śmiesznie. Jednak po pewnym czasie moje sandały porwały się. A siniaki... Uuuu! Miałem na nogach wszystkie odcienie fioletu. RADA DLA WSZYSTKICH KTÓRZY MAJĄ ZAMIAR TAŃCZYĆ POGO: Nie róbcie tego w sandałach! Chociaż jeżeli ktoś to lubi...:). Po koncercie trochę zmienił się nastrój - stonowaliśmy, wyciszyliśmy się. Nadszedł czas na czuwanie - adoracje Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Jedyne co zapadło mi w pamięć, to Hostia, która jakby świeciła własnym światłem oraz panują. Wyglądało to zdumiewająco. Blask Księżyca w pełni i akompaniament natury do naszych śpiewów, sprawiał, że modlitwa stawała się prostsza - człowiek czuł obecność Boga. Na rozejście zaśpiewaliśmy pieśń wieczorną - dokładnie nie pamiętam jaka to była konkretnie piosenka. Następnie rozeszliśmy się na swoje pola namiotowe. Oczywiście nie mogłem tego czasu poświęcić jedynie na spanie, więc poszedłem nawiązać nowe kontakty. Może trochę ze zmęczenia, po części z nieznajomości naszego pola i po trzecie z braku ochoty na dalsze podróże postanowiłem nawiązać znajomości z najbliższym nam namiotem. Jak też postanowiłem, tak też zrobiłem i do własnego namiotu wróciłem późno w nocy. Cały pole namiotowe było bardzo dobrze strzeżone przez harcerzy. Oczywiście gdy już wróciłem moi "współ-namiotowi-lokatorzy" już spali. Nawiasem mówiąc był to namiot trzyosobowy w którym spało czterech dość dużych chłopaków plus bagaże (z czego połowa była jedzeniem:)). Dostałem miejsce od brzegu, co uznałem za szczęście gdyż stwierdziłem, że nie będzie mi gorąco. Po ostatnich zabiegach mających na celu odświeżenie mojego ciała, poprawieniu karimaty i śpiwora oraz po modlitwie poszedłem spać. Rano obudziłem się (a raczej zostałem gwałtownie przebudzony) z dziwnym uczuciem. Po pewnym ogarnięciu się stwierdziłem, że spałem na gołej ziemi. Czułem się potwornie. Postanowiłem się odświeżyć. Gdy wróciłem, postanowiliśmy zjeść sycące śniadanie i złożyć namiot. Tak też zrobiliśmy. Ranka kompletnie nie pamiętam, pamiętam tylko, że była medytacja, uroczyste wniesienie "Arki", odczytanie fragmentu Ewangelii w czterech językach i praca w grupach z animatorami. Resztę dnia pamiętam jakby przez mgłę, ale pamiętam, ze był również czas na spowiedź. Wielu ludzi skorzystało z tego sakramentu. Sam się przyznam, że przystąpiłem do tego sakramentu i była to bardzo przejmująca mnie spowiedź, z której wróciłem ze łzami w oczach. W czasie przerw można było wpisać na murze z kartonów, to co jest naszym wewnętrznym murem powstrzymującym nas od Boga. Później ten mur został zburzony. Można też było wykorzystać ten czas na nawiązywanie nowych znajomości. Od jakiegoś czasu czułem się źle, więc udałem się do punktu medycznego - tam stwierdzili że zachorowałem na anginę i dali mi leki. W międzyczasie były różne ciekawe ogłoszenia. Gdy nadszedł czas na świadectwa, Piotrek opowiedział porywającą historię swojego życia - między innymi o swoim nawróceniu. Po nim także inni opowiadali swoje świadectwa. Potem nadszedł czas na Eucharystię pod przewodnictwem ksiądz biskupa Zbigniewa Kiernikowskiego. Niestety całe kazanie przespałem z powodu choroby. Po mszy zaplanowany był obiad. Gdy tak krążyłem między ludźmi pojawił się przede mną ksiądz biskup. W panice powitałem go, przedstawiłem się i zacząłem prowadzić z nim dialog. Kompletnie nie pamiętam o czym mogłem z nim rozmawiać. Pamiętam tylko, że pod koniec rozmowy powiedział mi że jestem inteligentnym chłopcem. Zacząłem się zastanawiać co mogłem mu powiedzieć, jednak do dziś tego nie mogę sobie przypomnieć. Na koniec uścisnęliśmy sobie ręce, po czym stwierdziłem, że ksiądz biskup ma potężne dłonie. po obiedzie dwóch członków teatru "Mumio" dawało swoje świadectwo. Wieczorem odbył się ostatni koncert na jakim byłem i także tańczyliśmy "pogo". Jednak już w lepszych butach tańczyłem. Mimo choroby dałem radę i nawet po takim tańcu czułem się bardzo dobrze. Niestety musieliśmy już jechać, i wieczorem wybraliśmy się w drogę powrotną.
Zawsze miło wspominam "Jerycho Młodych". Oprócz wspaniałej przygody i zabawy jest to również przygoda duchowa w której jest dużo czasu na modlitwę i wielbienie Boga. Większość ludzi z którymi nawiązałem kontakt na Jerychu to moi bardzo dobrzy znajomi. Polecam z całego serca Jerycho Młodych które w tym roku odbędzie się w Pratuline. Ręczę, że będzie jeszcze lepiej niż w tamtym roku:).
I ostatnia rzecz -
TRZEBA TAM KONIECZNIE BYĆ!"

Piotrek l.15
Trzebieszów


 



Great Post

The Jerico marriage event was one of the largest wedding events in the country. Senior Bishop http://www.prophonesystems.com organized the event as a part of the welfare of the church. Thousands of couples from various parts of the country came for it.